O mnie
Żeby zerwać z żenującym zwyczajem pisania o sobie w trzeciej osobie, będę pisał w osobie pierwszej.
O sobie, chyba, że przyjdzie mi ochota zamieścić cytat, wtedy o mnie powiedzą inne osoby.
Początków mojej fascynacji sztuką dopatruję się w dzieciństwie. Tam zlokalizowane są moje przedziwne sny i kontakty z szokującymi przedmiotami, dziwnymi ludźmi, chorobami i śmiercią. Wtedy też docierały do mnie przykre spostrzeżenia, powodujące zamykanie się w sobie; później rozpoznałem je jako odrzucające dysonanse miedzy światem idei a światem doświadczeń. Przed rozpoczęciem nauki w szkole podstawowej byłem już chyba trwale uzależniony od podróży [jako wyizolowanego przemieszczania się], zwłaszcza koleją. Zapach dworców, pociągów z parowozami, wielkie węzły kolejowe z dziesiątkami wagonów, torów, zwrotnic. Wszystko to formowało we mnie przeświadczenie, że w zewnętrznym świecie wartości i pomysły stale się przemieszczają, ale pochwycone do mojego wnętrza dają sie oswajać a po jakimś czasie tworzą rozpoznawalną dla mnie cywilizację - moją własną.
Ha! Jeszcze wakacje przejeżdżone rodzinnie Syreną 105L od morza po góry, nad jeziora, rzeki;
i spacery po lasach wokół rodzinnego miasta. Między cudami przyrody rozsiane setki obiektów sztuki sakralnej, muzea i częste w Polsce, miejsca martyrologii. Między wakacjami szkoła, tam zdumiewały mnie szalone koncepty. Jednym z najbardziej absurdalnych było budzenie w uczniach podziwu dla historycznego malarstwa na podstawie małych, czarno-białych reprodukcji. Ciekawe, że niektóre filmy wyobraźnia nam kolorowała, a tych reprodukcji nigdy.
Opisane dotąd dziecięce i młodzieńcze doświadczanie było fundamentem mojego ładu, tak jak dla porządku świata zewnętrznego fundamentalne były historyczne wydarzenia do pierwszej wojny światowej. To od niej zaczęła się nowa Europa i nowa sztuka. W moim osobistym świecie też nastał dada/surrealistyczny bunt, realizowany w czasie uczę szczania do liceum plastycznego w Gdyni-Orłowie. Jak większość buntowników przeszedłem fazy negacji społeczeństwa, sztuki, Boga, przez fascynacje skrajnościami politycznymi, okultyzmem aż do zupełnej pustki. W działaniach artystycznych objawiało sie to poważnym zaangażowaniem w społeczne istnienie, od wystaw malarstwa, przez obiekty i ingerencje w przestrzeń publiczną po performance i eksperymenty na własnym życiu. Dodam jeszcze tło: działo się to w drugiej połowie lat 80tych, głównie w Trójmieście pełnym politycznych fermentów, punk rocka i ruchów alternatywnych. Skoro tam nastolatek mógł być mięsem armatnim w politycznych walkach, to tym bardziej nadawał się do artystycznej rewolty przeciw własnym przyzwyczajeniom i wychowaniu.
Ta gdyńska pięciolatka wyczerpała mnie i zniechęciła do udziału w świecie artystów, a zwłaszcza galeryjnych producentów, którzy już niczego nie szukali poza markami i dolarami [aż dziw, ale euro wtedy nie było!]. Ucieczki od imprezowego artystostwa upatrywałem w karierze drwala, gdzieś w Bieszczadach. Los chciał inaczej. Kolejnych pięć lat wypełniła mi kontynuacja eksperymentów ze sztuką, tyle, że
w innym otoczeniu – wśród wykładowców i studentów Państwowej Wyższej Szkoły Sztuk Plastycznych
w Poznaniu. Nowa sytuacja, nowa Polska i nowa grupa.
Właśnie, grupy! Ciekawe zjawisko wśród indywidualistów, dziwne a jednak były. W Trójmieście Hrenosz, później Agencja Najemnik, utworzona przeze mnie i Wojtka Kiełpińskiego jako forma reakcji na przemiany gospodarczo/mentalne w naszym kraju. W Poznaniu powołaliśmy Wspaniałych&Lubianych.
Lietzau, Duhe, no i Hassan- czyli ja, stanowiliśmy dynamiczne trio eksponujące efekty zderzenia archetypów z pędzącą cywilizacją konsumpcyjną. Odrzucenie takiej cywilizacji wraz z jej zdobyczami
i obciążeniami, nie mogło sie powieść. Udało nam się za to zerwać wszelkie kontakty z rynkiem sztuki, skutecznie co najmniej do dziś. Wykluczenie jakie sobie zafundowaliśmy było chyba również przygotowaniem przed spotkaniem z Ewangelią, skutecznie zmuszającą do rewizji poglądów. To z kolei przyniosło mi zwrot ku działaniom w przestrzeni publicznej, co pomagała realizować powołana w tym celu grupa DOM.
Wreszcie przyszedł czas na organizowanie przestrzeni dla konkretnych odbiorców- klientów.
Lata spędzone z wykonawcami na budowach, poznanie najnowszych osiągnieć technologii w dziedzinie farb i tynków, a także możliwość pracy nad formowaniem krajobrazu, to ważne czynniki wpływające na kształt mojej własnej, wewnętrznej cywilizacji. Wśród artefaktów z tego czasu pojawiły się Marginale, Sęki sztuki,
a później wyłoniły się obiekty do Niezrównanych Podarunków. Wszystkie je łączyło wykorzystanie odrzutów produkcyjnych oraz zagospodarowanie porzuconych terytoriów, tak fizycznych jak i mentalnych. Tworzyłem je z resztek i zaschniętych farb, wykorzystywałem efekty łamania zasad technologicznych.
Poza plastyczną aktywnością znów doszło do głosu moje zamiłowanie do działań w przestrzeni publicznej; objawiło się to działaniami podejmowanymi przeze mnie jako GALERIA ŚRODEK EUROPY.
Środek miasta, w środku kraju, w środku kontynentu to był mój "kawałek wolnego płótna". Używając urbanistyki, ruin, knajp i ludzi kreowałem wydarzenia mające wpłynąć na mentalny i fizyczny kształt miasta. Teraz, używając już języka wystaw muzealnych i pracując w przestrzeni instytucji "działających na kulturze" odkrywam, że wszystkie te działania są bardziej widoczne na zewnątrz niż w miejscu powstania. Rozprzestrzeniają się i odbijają coraz szerzej i, o dziwo, znajdują wciąż nowych odbiorców. Zasada funkcjonowania echa jest pocieszająca dla każdego kto wydaje głos. Daje wytchnienie i możliwość skupienia na działaniu bez stresu, to jak konceptualne plażowanie; bo jak ktoś powiedział w kulturalnej tv: "dobrze być artystą, ale lepiej być na wakacjach".

